W Łodzi w prywatnych niepublicznych zakładach opieki zdrowotnej leczy się ponad 400 tys. osób, to o 50 tys. więcej niż w placówkach miejskiej służby zdrowia. Dlaczego?
W ciągu ostatnich trzech latach w Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim zarejestrowano 750 niepublicznych zakładów opieki zdrowotnej. Większość nZOZ, starając się zdobyć jak najwięcej ubezpieczonych, wprowadziło szereg udogodnień.
Publiczne nie chcą zostawać w tyle i też poprawiają poziom świadczonych usług.
– Niepubliczne ZOZ żeby przyciągnąć pacjentów robią wszystko, aby każdy czuł się u nich dobrze – mówi Adam Fronczak, dyrektor wydziału spraw społecznych i zdrowia w urzędzie wojewódzkim. – Inwestują w budynki i sprzęt medyczny nie podnosząc ceny za usługi. Dzięki temu coraz większa rzesza ubezpieczonych przepisuje się właśnie do nich. Zwykle nZOZ to nieduże placówki, położone na osiedlach mieszkaniowych, tak, że kontakt z lekarzem nie jest utrudniony.
Jedna z naszych Czytelniczek, Anna W., opowiedziała nam dlaczego zmieniła publiczny ZOZ na niepubliczny.
– Byłam niezadowolona z tego, że do okulisty musiałam czekać 3 miesiące, a poza tym nie mogłam się na konsultację lekarską umówić na telefon – mówi Anna W., mieszkanka Górnej. – Teraz nie mam problemów z uzyskaniem skierowania na badanie USG, badanie krwi, bo placówka do której się przepisałam zatrudnia specjalistów i ma własne laboratorium.
W nZOZ stomatologicznym „Bazarowa” w poczekalni jest słonecznie, ściany są pomalowane na żółto, a w poczekalni stoi nawet fontanna.
– Zapewniamy wszechstronną opiekę stomatologiczną – mówi Joanna Krajewska, kierowniczka poradni „Bazarowa”. O tym, że pacjenci mogą u nas zamówić sobie wizytę u protetyka, chirurga twarzowo-szczękowego nie wspominam, bo to standard.
– Mamy doskonałą bazę sprzętową: mammograf, aparaty USG, rentgenowski, densytometr do badania gęstości kości i wiele innych – mówi Ewa Wierucka-Okupnik, kierownik nZOZ „Salve”.
Takie działania według właścicieli nZOZ to konieczność.
– Za pieniądze, które otrzymujemy z kontraktów podpisanych z Łódzką Regionalną Kasą Chorych nie możemy za bardzo zaszaleć – mówi Jacek Kubiński, właściciel nZOZ „Zdrowie”. – Mamy teraz 5 tys. zarejestrowanych w placówce ubezpieczonych. Żeby ich zachęcić do korzystania z naszych usług organizujemy często akcje profilaktyczne, raz w tygodniu spotkania z lekarzami zajmującymi się układem krążenia.
Lekarze pracujący w publicznych placówkach służby zdrowia odpierają argumenty zatrudnionych w nZOZ.
– „Niepubliczni” mają ładniejsze rolety w oknach i kolorowe wykładziny na podłogach, ale zanim pacjent wydobędzie od nich skierowanie na badanie musi się sporo nachodzić – mówi dyrektor jednej z publicznych placówek zdrowia (nie chciał, żeby publikować jego nazwisko). – Tamci lekarze często dają tylko skierowanie na badanie laboratoryjne moczu i mówią, że inne wyniki są niepotrzebne.
Krzysztof Szrejner, dyrektor ZOZ Łódź-Bałuty nie obawia się przejścia pacjentów z zakładu publicznego do niepublicznego.
– Część ludzi przechodzi od nas do placówek niepublicznych, inni przychodzą do nas – mówi Krzysztof Szrejner. – My wygrywamy akcjami profilaktycznymi na szeroką skalę: układu krążenia, diabetologiczną, gruźlicy, szczepieniami w szkołach i wysyłaniem pielęgniarek środowiskowych do chorych pacjentów.
Zbigniew Solarz, rzecznik prasowy ŁRKCh twierdzi, że kasa podpisuje umowy z tymi placówkami, które przystępują do konkursu ofert. – Wygrywają najlepsi, nam zależy na tym, żeby pacjent miał jak najlepszy poziom świadczeń.
Autor artykułu: (jxb)