Archive for October, 2001

Unia – Widzew 2:0

Thursday, October 25th, 2001

W towarzyskim meczu w Skierniewicach tamtejsza trzecioligowa Unia pokonała pierwszoligowy Widzew 2:0 (1:0). Gole zdobyli Krzysztof Janik w 32 minucie i Michał Rosiak w 79 minucie.

Unia: Surlit (46, Płoskonka) – Sopyła (60, Królik), Pawłowski, Janik (80, Aqua), Bienias – Gorący (80, Laska), Rosiak, Żaglewski, Warchoł – Polewczak, Szefer (60, Rudniak)

Widzew: Kula (Siudak) -– Dukanec, Jatczak, Bocian (Igor Stesko), Ekwueme (Marcin Janeczko) – Wiechowski, Cvorkov, Kaczmarczyk (Artur Stesko), Gajewski – Masłowski (Karczewski), Ratajczak.

Trener łódzkiego zespołu Dariusz Wdowczyk testował piłkarzy zainteresowanych występami w Widzewie. Dla większości z nich sprawdzian wypadł marnie i nawet skierniewiccy kibice żartowali, że nie chcieliby ich darmo w swojej drużynie. Szkoleniowiec gości najwyżej ocenił grę nowego napastnika Jacka Ratajczaka (jak informowaliśmy, ten piłkarz już podpisał 3,5-letni kontrakt) oraz Bartłomieja Gajewskiego.

Dobrze prezentowali się występujący przed przerwą dwaj rekonwalescenci Sergiusz Wiechowski i Rafał Kaczmarczyk. Wdowczyk zapowiedział zmiany w składzie w szerokiej kadrze drużyny jeszcze przed sobotnim meczem z KSZO w Łodzi.

Trener Sławomir Ryszkiewicz był zadowolony z występu Unii, co można traktować jako zapowiedź udanego finiszu w rundzie jesiennej. Szkoleniowiec miejscowej drużyny też testował. W drugiej połowie w bramce grał Andrzej Płoskonka, junior chorzowskiego Ruchu, który odbywa służbę wojskową w Skierniewicach i otrzymał zgodę na grę. Ostatnie 10 minut grał też inny junior – Laska, który zastąpił Gorącego.

Autor artykułu: (bk)

Radzimy i pomagamy

Thursday, October 25th, 2001

W czwartkowym wydaniu “Dziennika Łódzkiego – Wiadomościach Dnia” szczegółowy harmonogram wypłat rekompensat dla pracowników budżetówki i emerytów – od listopada
2001 roku do listopada 2004 r.

Czytaj na stronie 20.

Autor artykułu: (woj)

Pacjenci wolą prywatnych!

Wednesday, October 24th, 2001

W Łodzi w prywatnych niepublicznych zakładach opieki zdrowotnej leczy się ponad 400 tys. osób, to o 50 tys. więcej niż w placówkach miejskiej służby zdrowia. Dlaczego?

W ciągu ostatnich trzech latach w Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim zarejestrowano 750 niepublicznych zakładów opieki zdrowotnej. Większość nZOZ, starając się zdobyć jak najwięcej ubezpieczonych, wprowadziło szereg udogodnień.

Publiczne nie chcą zostawać w tyle i też poprawiają poziom świadczonych usług.

– Niepubliczne ZOZ żeby przyciągnąć pacjentów robią wszystko, aby każdy czuł się u nich dobrze – mówi Adam Fronczak, dyrektor wydziału spraw społecznych i zdrowia w urzędzie wojewódzkim. – Inwestują w budynki i sprzęt medyczny nie podnosząc ceny za usługi. Dzięki temu coraz większa rzesza ubezpieczonych przepisuje się właśnie do nich. Zwykle nZOZ to nieduże placówki, położone na osiedlach mieszkaniowych, tak, że kontakt z lekarzem nie jest utrudniony.

Jedna z naszych Czytelniczek, Anna W., opowiedziała nam dlaczego zmieniła publiczny ZOZ na niepubliczny.

– Byłam niezadowolona z tego, że do okulisty musiałam czekać 3 miesiące, a poza tym nie mogłam się na konsultację lekarską umówić na telefon – mówi Anna W., mieszkanka Górnej. – Teraz nie mam problemów z uzyskaniem skierowania na badanie USG, badanie krwi, bo placówka do której się przepisałam zatrudnia specjalistów i ma własne laboratorium.

W nZOZ stomatologicznym „Bazarowa” w poczekalni jest słonecznie, ściany są pomalowane na żółto, a w poczekalni stoi nawet fontanna.

– Zapewniamy wszechstronną opiekę stomatologiczną – mówi Joanna Krajewska, kierowniczka poradni „Bazarowa”. O tym, że pacjenci mogą u nas zamówić sobie wizytę u protetyka, chirurga twarzowo-szczękowego nie wspominam, bo to standard.

– Mamy doskonałą bazę sprzętową: mammograf, aparaty USG, rentgenowski, densytometr do badania gęstości kości i wiele innych – mówi Ewa Wierucka-Okupnik, kierownik nZOZ „Salve”.
Takie działania według właścicieli nZOZ to konieczność.

– Za pieniądze, które otrzymujemy z kontraktów podpisanych z Łódzką Regionalną Kasą Chorych nie możemy za bardzo zaszaleć – mówi Jacek Kubiński, właściciel nZOZ „Zdrowie”. – Mamy teraz 5 tys. zarejestrowanych w placówce ubezpieczonych. Żeby ich zachęcić do korzystania z naszych usług organizujemy często akcje profilaktyczne, raz w tygodniu spotkania z lekarzami zajmującymi się układem krążenia.

Lekarze pracujący w publicznych placówkach służby zdrowia odpierają argumenty zatrudnionych w nZOZ.

– „Niepubliczni” mają ładniejsze rolety w oknach i kolorowe wykładziny na podłogach, ale zanim pacjent wydobędzie od nich skierowanie na badanie musi się sporo nachodzić – mówi dyrektor jednej z publicznych placówek zdrowia (nie chciał, żeby publikować jego nazwisko). – Tamci lekarze często dają tylko skierowanie na badanie laboratoryjne moczu i mówią, że inne wyniki są niepotrzebne.

Krzysztof Szrejner, dyrektor ZOZ Łódź-Bałuty nie obawia się przejścia pacjentów z zakładu publicznego do niepublicznego.

– Część ludzi przechodzi od nas do placówek niepublicznych, inni przychodzą do nas – mówi Krzysztof Szrejner. – My wygrywamy akcjami profilaktycznymi na szeroką skalę: układu krążenia, diabetologiczną, gruźlicy, szczepieniami w szkołach i wysyłaniem pielęgniarek środowiskowych do chorych pacjentów.

Zbigniew Solarz, rzecznik prasowy ŁRKCh twierdzi, że kasa podpisuje umowy z tymi placówkami, które przystępują do konkursu ofert. – Wygrywają najlepsi, nam zależy na tym, żeby pacjent miał jak najlepszy poziom świadczeń.

Autor artykułu: (jxb)

Oskarżona do szpitala

Wednesday, October 24th, 2001

Bezterminowo odroczono wczoraj proces przeciwko prezes firmy „Adaldan”, oskarżonej o oszukanie kilkuset osób i sprzedaż obligacji bez zezwolenia. Na początku rozprawy Danuta Sz.-W. źle się poczuła: – Boję się nawet wstać, aby nie stracić przytomności – mówiła.

– To cyrk, udawanie! – pokrzykiwali pokrzywdzeni przez firmę „Adaldan”.

Wezwany przez sąd lekarz pogotowia ratunkowego orzekł, że stan zdrowia oskarżonej jest na tyle zły, iż powinna ona trafić do szpitala. Z tego powodu proces odroczono bez ustalenia kolejnego terminu.

– Kiedy zaczną nam wypłacać pieniądze? Przecież potrzebujemy na lekarzy… – pytała jedna z oskarżycielek posiłkowych.

Spółkę „Adaldan” zarejestrowano w kwietniu 1989 r. Prokuratura zainteresowała się nią 5 lat później, gdy Komisja Papierów Wartościowych poinformowała, że „Adaldan” bez wymaganego zezwolenia wprowadza do obrotu obligacje.

Według oskarżenia, od maja 1992 do lutego 1995 r. spółka bezprawnie sprzedała pięć emisji obligacji na kwotę 10,8 mln zł. Część papierów wykupiono, ale część okazała się bez pokrycia wobec niewypłacalności „Adaldanu”.

Prezes tej firmy Danucie Sz.-W. i Władysławowi M. prokuratura zarzucała m.in. wyłudzenie ponad 4 mln zł na szkodę 546 osób oraz sprzedaż bez zezwolenia obligacji.

Akt oskarżenia w tej sprawie skierowano w lutym 1998 r. po ponadtrzyletnim śledztwie. Pół roku później rozpoczął się proces. Oskarżeni nie przyznali się do winy i wzajemnie się obciążali. Przesłuchano już większość świadków, ale w procesie nastąpiła przerwa i w kwietniu trzeba było zacząć go od początku. Na początku czerwca zmarł współoskarżony Władysław M., dlatego sąd umorzył postępowanie wobec niego.

Autor artykułu: (ak)

Diler zatrzymany w szkole

Wednesday, October 24th, 2001

W jednej z bałuckich szkół został zatrzymany nastolatek, przy którym znaleziono środki odurzające. Chłopca – ucznia jednej ze starszych klas gimnazjum – zatrzymał strażnik miejski, który pracuje w szkole.

Podejrzenia funkcjonariusza wzbudziło zachowanie chłopaka, który próbował coś ukryć w kieszeni. Okazało się, że miał przy sobie kilka przygotowanych „działek” gotowego do sprzedaży narkotyku. Na miejsce wezwano policję, która zabrała ucznia na komisariat, gdzie miał składać wyjaśnienia.

Szkoła, w której zatrzymano ucznia z narkotykami, ma opinię jednej z najbezpieczniejszych w Łodzi. Oprócz strażnika miejskiego w budynku zainstalowano kilka kamer, za pomocą których non stop obserwowane jest wszystko, co dzieje się w szkole.

Autor artykułu: (k)

Na każdą stopę… życiową

Monday, October 22nd, 2001

Niesłabnącym powodzeniem cieszą się istniejące w mieście od niedawna sklepy, oferujące obuwie po obniżonych cenach. Ich sieć rozrasta się, a klientów przybywa.

Powszechny brak funduszy, skłania wiele osób do bardzo ostrożnego wyboru własnego odzienia. Większość pytanych o sposób na zakup odpowiedniego obuwia, odpowiada, że lepiej zapłacić raz drożej, ale nosić długo, bez reklamacji, domowego klejenia podeszw i korzystania z usług szewca.

Takie właśnie obawy, zdaniem piotrkowian, towarzyszyły im podczas pierwszych zakupów w nowo powstałych sklepach z obuwiem, sprzedawanym po niższych cenach. Wielu jednak szybko przekonało się do nich. Do dziś jednak zadają sobie pytanie na czym polega często znaczna różnica w cenia. Chodzi tu oczywiście o ten sam model butów, który można kupić w innych sklepach, ale o 30 – 40 procent drożej.

– Czy to oznacza, że te buty są wybrakowane? – pytają piotrkowianie. Okazuje się, że nie w tym rzecz. W mieście istnieje obecnie kilka takich sklepów. Dwa z nich, firmy „CCC” działają już drugi rok. Od miesiąca przyciąga atrakcyjnymi cenami nowy sklep należący do sieci „Ray”. I jak to mawiają starsi mieszkańcy naszego grodu, diabeł tkwi w szczegółach.

– Aby móc sprzedać buty w takiej cenie, trzeba spełnić wiele warunków – zdradził nam Leszek Wesołowski, właściciel sieci „Ray”. – Niska marża, duże zakupy wprost u producenta, wynikające z nich rabaty, a także zakupy z wyprzedzeniem, to znaczy, obuwie zimowe w okresie letnim i odwrotnie. Poza tym, ważne jest nawiązanie kontaktów z producentami. Jeżeli obuwie kupują właściciele butików, to są to niewielkie ilości, np. 20 – 30 par. Jeżeli kupuje sieć to jest to często cała niemal partia danego modelu.
– Wyroby, które sprzedajemy są pełnowartościowe – powiedział nam sprzedawca jednego ze sklepów.

– Rzeczywiście, niektórzy zwracają uwagę, czy jest to na pewno skóra, czy gdzieś się nie rozklejają, itd. Uspokajają się, gdy uświadamiamy im, że na obuwie udzielana jest gwarancja. Bywają oczywiście buty w drugim gatunku i wówczas gwarancji nie ma. Są znacznie tańsze i kupujący zawsze jest informowany o tym.

– Nasze obuwie ma gwarancję na pół roku – mówi Elżbieta Banaszczyk, kierownik nowo powstałego sklepu. – Przyciągają na pewno niewygórowane ceny, a towarzyszy im dobra jakość produktów. Dziennie odwiedza nas sporo klientów.

Kiedy za zimowe obuwie płaci się 130 – 150 zł, a nie 200 czy 300, można pomyśleć jeszcze o kurtce, czy płaszczu. Z drugiej strony, powodzenie takich sklepów uwidacznia też próby utrzymania się w branży, które podejmują handlowcy.

Większość punktów tego typu sprzedaży należy do sieci, które otwierają sklepy w całym kraju. Także dla producentów okazuje się to być dobrym rozwiązaniem. Obniżają ceny, ale sprzedają duże partie towaru.

– W kraju jest zapotrzebowanie na buty niedrogie – podkreśla Leszek Wesołowski. – Producenci sami starają się o dobrą cenowo ofertę. Musimy po prostu walczyć o klienta.

Autor artykułu: (kp)

Złoty kałamarz

Monday, October 22nd, 2001

Ogólnopolski Dziecięcy Konkurs Literacki o „Złoty kałamarz”, którym w Piotrkowie zajmuje się Miejski Ośrodek Kultury – organizowany jest już po raz szósty. Poświęcony jest małej ojczyźnie – naszej wsi, miastu czy gminie, ich historii i współczesności.

Konkurs, dodajmy, organizowany jest w dziale prozy, a uczestniczyć w nim mogą uczniowie dwóch ostatnich klas szkół podstawowych oraz gimnazjów. Treść prac, jakie mają przygotować, dotyczyć musi ich własnej małej ojczyzny, jeśli zaś chodzi o formę, to do wyboru są opowiadanie, rozprawka i wywiad, opis kronikarski, felieton i reportaż.

Objętość prac nie może przekraczać 3 stron maszynopisu (4-5 stron czytelnego rękopisu). Każda musi być opatrzona godłem. Imię i nazwisko autora, adres i wiek oraz tytuł pracy – umieścić należy w zamkniętej kopercie oznaczonej takim samym godłem.

Prace nadsyłać należy na adres Miejskiego Ośrodka Kultury w Piotrkowie, al. 3 Maja 12. Termin upływa 20 listopada. O szczegóły pytać można pod numerem tel. 752-32-57.

Autor artykułu: (mj)

O języku polskim nie zapomnieli

Monday, October 22nd, 2001

Pierwsze wzmianki o ukraińskim Równem sięgają XIII wieku. Miasto od zawsze, można by powiedzieć, znajdowało się w strefie polskich wpływów i do 1939 r. wchodziło w skład Rzeczypospolitej. Teraz, od 1997 r., jest miastem partnerskim Piotrkowa, a ostatnio obchodziło swoje doroczne święto.

Z tej okazji, po raz kolejny już, do Równego wybrała się piotrkowska delegacja. Prezydent Piotrkowa Andrzej Pol i członkini Zarządu Miasta Anna T. Dudkiewicz oraz radni Artur Ostrowski i Zdzisław Tuzikiewicz – zainteresowali się bliżej funkcjonowaniem Instytutu Słowianoznawstwa (na którym studiować można historię i stosunki międzynarodowe oraz języki narodów słowiańskich) i działalnością Polonii. Liczy ona sobie prawie 7 tysięcy osób (na 250 tys. mieszkańców Równego) i od wielu lat stara się o zorganizowanie Domu Polskiego.

Za sprawą Polonii także, ale i wielusetletnich związków z Polską – nie zapomniano tutaj o naszym języku. To on właśnie cieszy się największą popularnością wśród studentów Instytutu Słowianoznawstwa, nie tylko polskiego pochodzenia, jak również wśród młodszych mieszkańców Równego. Z tego właśnie powodu prezydent Pol zaproponował nawiązanie współpracy między instytutem a piotrkowską filią Akademii Świętokrzyskiej, a także sfinansowanie przez piotrkowski samorząd pobytu w Równem nauczyciela języka polskiego, który zechciałby na rok wyjechać na Ukrainę i tam pracować.

Dodajmy, że współpracować ze sobą mogą też szpitale z obu miast (taką możliwość widzi dyrektor Szpitala Rejonowego w Piotrkowie), a partnerskie kontakty mają zostać nawiązane z równieńskim gimnazjum państwowym. Kiedy i na jakich konkretnie zasadach – określą to pozrozumienia między zainteresowanymi.

Autor artykułu: (mj)

Śródmiejskie TBS do prywatyzacji, MTŁ szukają wspólnika

Saturday, October 20th, 2001

Gmina szuka inwestora, który byłby zainteresowany przystąpieniem do spółki Międzynarodowe Targi Łódzkie. Planują także przystąpić do prywatyzacji Śródmiejskiego TBS.
Kapitał, który zostałby wniesiony przez inwestorów, miasto chciałoby wykorzystać na budowę nowej powierzchni wystawienniczej przy al. Politechniki. Władze miasta chciałyby, aby w przyszłości powstało tam centrum wystawiennicze.

Pieniądze inwestora, który wykupiłby akcje MTŁ, pozwoliłyby także uporządkować teren wokół nowej hali.

Jednocześnie miasto szuka firmy, która gotowa byłaby przystąpić do prywatyzacji Śródmiejskiego TBS. Towarzystwo jest spółką, której jedynym właścicielem jest miasto – dowiedzieliśmy się w magistracie. ŚTBS posiada kilka działek budowlanych przy ul. Nawrot. Jak dotąd, tylko jedna jest przygotowana pod budowę. Na pozostałych stoją jeszcze stare domy. Na wszystkich działkach mają zostać wybudowane nowe kamienice – plomby. Pieniądze inwestorów – zdaniem urzędników – znacznie pomogłyby przyspieszyć rozpoczęcie budowy.

Autor artykułu: (k)

Ogólnopolski zjazd rotarian

Saturday, October 20th, 2001

Do Łodzi zjechali wczoraj z całej Polski działacze organizacji Rotary, by wziąć udział w seminarium na temat źródeł finansowania akcji charytatywnych. Przy tej okazji świętowano jubileusz 10-lecia działalności środowiska Rotary w Łodzi.

Rotary to światowa organizacja charytatywna, działająca na bazie lokalnych klubów zrzeszonych w dystryktach narodowych lub ponadnarodowych. Jej mottem jest: „Działać dla innych bez własnej korzyści”. W Polsce działa Dystrykt 2230, zrzeszający kluby polskie, ukraińskie i białoruskie. By zostać członkiem klubu, trzeba być wprowadzonym przez dwóch innych rotarian.

Nie trzeba być osobą bardzo zamożną, wśród łódzkich rotarian są obok biznesmenów także prawnicy, lekarze i nauczyciele akademiccy.

– Można być niezbyt bogatym i bardzo szczodrym, ale też bardzo bogatym i niezbyt szczodrym – mówił wiceprezydent klubu Łódź-Trójka Andrzej Rostocki.

Trzy łódzkie kluby: Rotary Łódź, Rotary Łódź Centrum i Rotary Łódź-Trójka, wsparły łódzkie sierocińce, między innymi wyposażając je w pracownie komputerowe, przekazały szpitalom cenny sprzęt medyczny i karetki oraz dofinansowały kilka szkół.

Źródłem finansowania akcji Rotary są składki, dochody z imprez charytatywnych, dotacje z innych klubów oraz z Fundacji Rotary. Wczorajsze seminarium było poświęcone przede wszystkim procedurze pozyskiwania funduszy z zasobów zagranicznych Rotary.

Jeszcze zanim rozpoczęła się konferencja, gubernator polskiego dystryktu Andrzej Ludek wspólnie z Tadeuszem Matusiakiem, przewodniczącym łódzkiej Rady Miejskiej, zasadził na terenie Centrum Kliniczno-Diagnostycznego Akademii Medycznej drzewko miłorzębu japońskiego. Uczyniono to na znak solidarności z USA, które są kolebką ruchu rotariańskiego.

– Wybraliśmy miłorząb, gdyż jest to roślina bardzo popularna w Nowym Jorku, a poza tym jest symbolem życia, może dlatego, że ma własności lecznicze. Chcemy to drzewko sadzić wszędzie tam, gdzie są nasze kluby – mówi Andrzej Ludek.

Wieczorem w Pałacu Poznańskich przy ul. Ogrodowej odbył się bal charytatywny z okazji 10-lecia działalności klubu Rotary Łódź. Wpływy z tego balu, podobnie jak dochód z ubiegłorocznego balu charytatywnego, zostaną przeznaczone na zakup karetki dla hospicjum zajmującego się dziećmi nieuleczalnie chorymi.

– Chcemy, by te dzieci miały kontakt z normalnym życiem, jeździły do zoo lub do kina – mówił Piotr Statucki, ubiegłoroczny prezydent klubu Rotary Łódź.

10-lecie działalności tego klubu zostało też uświetnione wydaniem specjalnej broszury. We wstępie opisano przedwojenne dzieje łódzkiego klubu Rotary.

Autor artykułu: (pas)