Gdziekolwiek jesteś…


W tym roku zgłoszono już 40 przypadków zaginięć. W większości są to osoby w wieku 17 – 25 lat, a 1/4 to nieletni. Ostatnia „zguba” wróciła przedwczoraj dobrowolnie, po wakacjach spędzonych z dziewczyną.

– Rodzice odchodzili od zmysłów, mówili, że to odpowiedzialny chłopak i skoro nie wraca, to coś złego mu się stało – mówi Dariusz Wójtowicz, aspirant sztabowy z sekcji kryminalnej Komendy Miejskiej Policji w Piotrkowie. – Okazało się, że po prostu „zasiedział” się z ukochaną w Łodzi.

Wakacje sprzyjają takim zachowaniom, chociaż, jak twierdzi Elżbieta Białowąs, również z sekcji kryminalnej, tegoroczne były wyjątkowo spokojne. – Kilka razy w sezonie prowadzimy poszukiwania w rejonie Zalewu Sulejowskiego, bo tam jest największe skupisko uciekinierów – dodaje Dariusz Wójtowicz.

Zgłoszenie o zaginięciu zostaje zawsze przyjęte przez policjanta dyżurującego, różny jest tylko czas, kiedy podejmuje się czynności poszukiwawcze – w przypadku dzieci do lat dziewięciu cała machina rusza natychmiast.

Dlatego ważne jest niezwłoczne powiadomienie policji i niezatajanie żadnych faktów mogących pomóc w szczęśliwym zakończeniu sprawy. Nawet wtedy, kiedy policjanci mają do czynienia z notorycznym uciekinierem, poszukują go, ponieważ nie można wykluczyć opcji, że mógł paść ofiarą przestępswa, albo sam uwikłać się w jakieś „ciemne sprawki”.

Inną kategorię zaginionych stanowią małe dzieci, których gubią zwykle sami rodzice, a jeśli nie zgłoszą tego natychmiast, szanse na odnalezienie żywego dziecka zmniejszają się. Czasami patrol znajduje dziecko i dopiero ustala jego personalia. Nasza policja miała taki przypadek w maju, kiedy poszukiwano rodziny małego chłopca, który oddalił się od domu, a nietrzeźwi rodzice nawet tego nie zauważyli.

Osoby dorosłe często chcą oderwać się od rodziny, od codziennych spraw. – Obecnie mamy dwie takie sprawy – informuje Dariusz Wójtowicz. – Pierwsza z nich to matka trojga dzieci, która rokrocznie znika na wakacje, mąż zgłasza zaginięcie, a teraz właściwie czekamy aż wróci, kiedy już zatęskni za rodziną. Druga sprawa trwa dwa miesiące, a rodzina zaginionego wystąpiła nawet w ostatnim wydaniu programu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”.

Mężczyzna wyszedł z domu w piątek, a w sobotę miał brać ślub. Jest gdzieś w Polsce, mamy informację, że pobiera pieniądze z konta, ale nawet jak go znajdziemy, nie zmusimy go do powrotu.

Po kilku latach od zaginięcia, można spodziewać się sytuacji, kiedy zbiegają się w pewnym momencie dwa dochodzenia. – Ostatnio zgłosili się do nas ze Szczecina, bo rysopis, jaki posiadali, odpowiadał NN zwłokom, które my odnaleźliśmy, ale po wysłaniu zdjęć mężczyzny, który powiesił się w lesie pod Polichnem, rozpoznanie było z wynikiem negatywnym – mówi aspirant.

Wiele spraw znajduje swój finał dzięki współpracy z mediami, m.in. z programem „997”, czy dzięki sygnałom od rodziny. – Każdy z nich sprawdzamy, ale teraz już raczej nie wierzymy w rewelacje jasnowidzów, szczególnie po tym, jak syn poszukiwał ojca, który odnalazł się w szpitalu po zawale, a jasnowidz twierdził, że jest zakopany w lesie i nawet rozrysował mapkę, gdzie szukać zwłok – opowiada Dariusz Wójtowicz.

Chociaż w odnalezieniu zaginionych upływający czas jest wrogiem numer jeden, to rodziny i prowadzący poszukiwania nigdy nie tracą nadziei, o czym może świadczyć fakt, że osobę zaginioną uznaje się za zmarłą dopiero po 25 latach. Wtedy też jej teczka trafia do archiwum.

Autor artykułu: Aleksandra Tyczyńska

Comments are closed.