Ostrzegaliśmy, że parking przed szpitalem im. Barlickiego powoduje tak poważne zagrożenie, że może tam dojść do tragedii. Straż miejska i policja nie potrafią wyegzekwować przestrzegania przepisów. W rezultacie niemal codziennie dochodzi tam do kraksy.
Odcinek ul. Kopcińskiego od Narutowicza do Jaracza jest znany kierowcom. Jeśli nie chcą ryzykować stłuczki, powinni omijać prawy pas drogi, który został niedawno wybudowany, by było tam bezpieczniej. Strażnicy miejscy i policjanci przyznają, że jazda prawym pasem jest niebezpieczna. Mówią to prywatnie. Ani straż miejska, ani policja, ani wydział dróg Urzędu Miasta Łodzi, który przy przebudowie ul. Kopcińskiego zaplanował tam parking, nie potrafią rozwiązać problemu. Przy projektowaniu parkingu na kilka pojazdów nikt nie wziął pod uwagę, że wcześniej na dzikim placu przed szpitalem parkowało co najmniej kilkadziesiąt pojazdów.
– Pojazdy tam parkujące wywoziliśmy na lawecie – mówi Sławomir Seliga, komendant straży miejskej. – Problem w tym, że od nowego roku może to robić tylko policja.
– Nie ma przepisów wykonawczych, więc samochodów nie możemy wywozić i takie stanowisko przesłaliśmy straży miejskiej – mówi Remigiusz Bazyliński, naczelnik łódzkiej drogówki.
Naczelnik przyznaje, że sprawę parkingu trzeba uregulować, bo przed szpitalem miejsce na zatrzymanie pojazdów być musi, nie można jednak zapominać o bezpieczeństwie.
Parking przed szpitalem dopuszcza krótkie postoje (do 15 minut) równolegle do jezdni. Kierowcy stają czasem na cały dzień parkując skośnie. Można wymusić przestrzeganie przepisów, stawiając tam częściej posterunek. Policja i straż miejska tłumaczą się jednak brakiem ludzi. Straż miejska jednak utrzymywała patrol na ul. Wólczańskiej, na tyłach Sądu Rejonowego, gdzie dochodzilo do łamania zakazu zatrzymywania.
– Dlaczego na Wólczańskiej można, a na Kopcińskiego się nie da? – pytają kierowcy.
Autor artykułu: (maj)