Kiedy po meczu w Zabrzu prezes Górnika Zbigniew Koźmiński powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że Widzew ma teraz najlepszą defensywę w Polsce, sam skwitowałem to uśmiechem.
Ale dziś myślę, że nie był to wcale gest kurtuazji ojca reprezentacyjnego piłkarza. Wszak widzewiacy rozegrali już w marcu pięć mistrzowskich spotkań i stracili w nich tylko jednego gola (właśnie w Zabrzu zdobył go Gierczak). To nie może być przypadek. Kontrastuje to z jesienną postawą widzewskiej obrony.
W Olsztynie od nowa zestawiona formacja potwierdziła walory. Zbigniew Robakiewicz tym razem nie miał okazji do poważniejszej interwencji, bo ataki gospodarzy rozbijali pewnie Kazimierz Węgrzyn, Tomas Żvirgżdauskas i bardzo efektowny tego dnia Mariusz Gostyński. Obrońców udanie wspierał Michał Stasiak, który wystąpił od początku spotkania. Zaczęło się źle dla łodzian, bo już w czwartej minucie, Arkadiusz Bąk, który sfaulował w okolicach środka boiska Dragana Ilica, ujrzał żółtą kartkę. Był to dziesiąty kartonik, który eliminuje reprezentacyjnego pomocnika widzewa z dwóch meczów. Grając w widzewskiej koszulce Bąk oglądał zawsze żółtą kartkę (raz nie grał, bo za karę pauzował). Rośnie grono tych, którzy uważają, że zawodnik specjalnie fauluje na kartki, by sobie odpocząć.
Kiedy obie drużyny wchodziły na boisko przestał padać grad, ale było zimno i wiał przenikliwy wiatr, który przed przerwą był sprzymierzeńcem łodzian. Goście nie potrafili tego wykorzystać. W pierwszej połowie goście mieli optyczną przewagę, ale jej symbolem był tylko bilans rogów (7-1 dla widzewiaków). Kornery wykonywał z reguły Bąk, lecz zbyt niskie dośrodkowania nie stanowiły zagrożenia dla Sylwestra Wyłupskiego.
Wśród gospodarzy wyróżniał się lżejszy o kilka kilogramów, były widzewiak, Maciej Terlecki. Był aktywny, zaradny, pomysłowy. Piłkę trudno mu było odebrać. Dobrze radziła sobie olsztyńska defensywa. Obaj napastnicy gości nie mieli swobody. O ile Bartosz Ślusarski podjął walkę z agresywnym Marcinem Kłosowskim, o tyle Marcin Zając nie radził sobie i nie dziwi jego zmiana już przed przerwą na wiele bardziej obsorbującego rywali.
Maxwella Kalu, obchodzącego tego dnia 26. urodziny. Bardzo dobrą zmianę dał Clement Beaud, który przerwał kilka groźnych ataków gospodarzy i wyjaśnił kilka niedoróbek obrońców. Łodzianie próbowali kontratakować, ale robili to bez przekonania (w 55 min. Paszulewicz, w 80 min. Bąk, w 86 min. Rachwał, w 89 min. Bąk).
W końcówce, dobrze dotąd prowadzący zawody, sędzia okazał się zbyt tolerancyjny dla gospodarzy, których nie ukarał kartkami po brutalnych interwencjach i tzw. faulach taktycznych. Obraz kartkowy tego meczu został wypaczony (3 kartoniki dla łodzian, żadnego dla olsztynian).
Mimo przedłużenia spotkania o 3 minuty, wynik nie uległ zmianie i oba zespoły zachowały miano niepokonanych w tegorocznych meczach. Stomil pracuje na efektowny rekord klubowy: nie przegrał już 8 spotkań ligowych z rzędu! Podział punktów jest sprawiedliwy.
*****
Składy:
Stomil: Wyłupski – Kłosowski, Lenart, Januszewski – Kwiatkowski (62, Lewna), Radziwon (69, Salami), Szulik, Kościczuk, Preis – Terlecki, Ilic (57, Zejer). Trener: Jerzy Fiutowski
Widzew: Robakiewicz – Gostyński, Węgrzyn, Żvirgżdauskas – Rachwał, Stasiak (83, Urbaniak), Paszulewicz (57, Beaud), Seweryn – Zając (35, Kalu), Ślusarski. Trener: Dariusz Wdowczyk
Kartki:
Żółte: Bąk (dziesiąta, wykluczająca na dwa mecze), Stasiak, Żvirgżdauskas (wszyscy Widzew)
Sędzia:
Piotr Święs (Katowice). Widzów 6 tysięcy.
Autor artykułu: Bogusław Kukuć